Książka Beaty Połatyńskiej "120 przepisów bezglutenowych, które zawsze się udadzą"

Książka 120 przepisów bezglutenowych, które zawsze się udadzą Beaty Połatyńskiej powstała przy współpracy z firmą Bezgluten. To znaczy, że wszystkie przepisy zostały wykonane z użyciem produktów z tej firmy. Unikam książek, które wywierają na mnie nacisk używania konkretnych mąk konkretnych firm. Choćby dlatego, że nie możemy używać skrobi pszennej bezglutenowej, unikam polepszaczy i zagęstników. Już pierwszy przepis na ryżowe bułeczki zawiera koncentrat, który ma w składzie skrobię pszenną!
Wstęp opracowała Grażyna Konińska z Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej. Dowiadujemy się czym jest celiakia, alergia na gluten, na czym polega dieta. Jest pomocna tabelka z produktami bezpiecznymi dla osób na diecie i tymi, które mogą zaszkodzić.
Następnie zamieszczony jest "niezbędnik pani domu" z bezpiecznymi produktami. Wymienione są mąki - ziemniaczana, kukurydziana, ryżowa i inne. A jakie to są inne? Skoro autorka tak skrupulatnie wylicza koncentraty mąk, które ma swojej ofercie firma Bezgluten to dlaczego nie wymieniła dodatkowych kilku mąk naturalnie bezglutenowych?
Beata Połatyńska dzieli się z nami również pewną tajemnicą. Wyjawia nam bowiem to, co każda osoba mająca kontakt z dietą bezglutenową wie - a mianowicie to, że najsmaczniejsze wypieki są świeże. Nawet chleb glutenowy, który nie jest świeży traci swoje walory smakowe.
Autorka dzieli się tez pomysłami na wykorzystanie resztek suchego pieczywa, ciasta czy mięsa. Podsuwa pomysły co dobrze mieć w lodówce/zamrażarce na tak zwane trudne sytuacje.
Autorka wymienia w swoich przepisach mąkę ziemniaczaną. W związku z tym, że jest ona ciężko dostępna w Polsce, mniemam, że miała na uwadze skrobię ziemniaczaną. Są to 2 różne faktury i mają różne przeznaczenie.
To co najbardziej mnie uderzyło w tej książce to formułka, przytoczę:

Wydawca i autor nie biorą na siebie prawnej odpowiedzialności za ewentualne szkody powstałe na wskutek korzystania z informacji i porad zawartych w tej książce.

Szkoda, bo skoro zawiera informacje i porady dla osób na diecie, dla osób, które szukają rzetelnych, sprawdzonych informacji taka notka jest dyskredytująca. Tym bardziej razi, że na następnej stronie czytamy przedmowę osoby z Polskiego Stowarzyszenia Osób z Celiakią i na Diecie Bezglutenowej. 

Jako że nie używałam nigdy skrobi pszennej, unikam gum guar i ksantanowej, mój mąż reaguje na śladowe ilości glutenu, nie mieszkam w Polsce wypróbowując przepisy nie będę używała zalecanych mieszanek i koncentratów. Poza tym gro osób również eliminuje z diety powyższe składniki. 
Jako pierwsze wypróbowałam  bułeczki ziemniaczane.
Kilka moich uwag - są trochę za bardzo ziemniaczane, może to kwesta ziemniaków lub tego, że użyłam innej niż zalecana mieszanki (tej). Moja mieszanka ma już w składzie MĄKĘ ziemniaczaną. Piekłam bułeczki odrobinę dłużej i na ostatnie 5 minut zwiększyłam temperaturę do 200 st C, ale to może być wina piekarnika. Bułki i tak były jakby niedopieczone.
Autorka zapomniała napisać kiedy dodać ziemniaki do ciasta. Nie określiła też ilości wody, jaką mają być zalane ziemniaki - mamy zalać taką ilością wody, żeby je przykryła. Są różne wielkości garnków i wolałabym wiedzieć ile wody jest już za dużo. Ja dodałam gorące utłuczone ziemniaki. Czy dobrze? Nie wiem, ale nie zaszkodziłam chyba ciastu i bułeczkom. Dla mnie są one trochę za zbite, ale nie jest to problem.
Dawno nie formowałam tak przyjemnego w dotyku ciasta. Było bardzo miękkie, ciepłe i elastyczne. 
Bułki są szybkie, bez drożdży i bez wyrastania. W czasie kiedy gotowały się ziemniaki, ja przygotowałam resztę składników. Nie jest potrzebna guma ksantanowa/guar, bułki i bez tego są wilgotne i delikatne. Wyglądają jednak na takie, które bardzo szybko są twarde i się sypią. 
Świeże są smaczne, miękkie i warte zachodu. Myślę, że gdybym uformowała je szersze a niższe były by doskonałe do hamburgerów.
Kusi mnie aby przygotować je z drożdżami i zaczynem i spróbować uformować chałkę.
Każda moja bułka przez pieczeniem miała od 110-120 g. Składniki są na 14 sztuk, mi wyszło mniej, chyba 10.
Bułki następnego dnia były twarde i zapychające. Niemniej jednak warto je upiec na niedzielne śniadanie. Przygotowanie nie zajmuje wiele czasu.

Składniki:

300 g mąki bezglutenowej (ja dałam taką, w oryginalnym przepisie koncentrat do ciasta chlebowego bezglutenowego)
80 g skrobi ziemniaczanej (autorka napisała mąki, ale myślę, że się po prostu "przejęzyczyła")
80 g mąki kukurydzianej
2 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia bezglutenowego
1 łyżka oleju
300 g obranych ziemniaków (to są 3 niewielkie ziemniaki)
około 1 1/2 łyżeczki soli - ja dałam szczyptę jak radziła autorka i bułeczki są mało słone)
100 ml wody
100 ml mleka
jajko do posmarowania bułeczek
sól i sezam do posypania, opcjonalnie








Przygotowanie:

Piekarnik nastawiłam na 180 st C.
Przyda się stojący mikser lub solidny ręczny. 
Ziemniaki obrałam, umyłam i pokroiłam w niewielką kostkę. Wlałam wody tyle, żeby przykryły ziemniaki. Użyłam malutkiego garnka. Ziemniaki posoliłam. Ziemniaki się gotowały a ja w misce wymieszałam mąki z proszkiem do pieczenia. Przygotowałam resztę składników i ziemniaki były praktycznie ugotowane. Utłukłam je tłuczkiem do ziemniaków razem z wodą. Przełożyłam do misy z mąkami, wlałam mleko, dodałam olej i zaczęłam mieszać. Wodę wlałam dopiero wtedy kiedy zaczęło się formować ciasto. Nie chciałam wlewać jej za wcześnie, nie wiedziałam czy wody z gotowania ziemniaków nie było zbyt dużo. Ciasto było bardzo delikatne. Nie musiałam smarować rąk oliwa czy posypywać mąką. Uformowane bułki posypałam solą i sezamem. Piekłam je 30 minut w temperaturze 180 st C i 5 minut w 200 st C. 
Smacznego!

Etykiety: , , , , , ,