Pieczone placki z puree ziemniaczanego

Pierwszy raz zrobiłam puree ziemniaczane. Nie tłuczone ziemniaki z masłem, tylko puree. Nie spotkało się ono z entuzjazmem u moich dzieci, natomiast nam z mężem smakowało bardzo. Ja, jak to ja, zrobiłam go strasznie dużo.  A co zrobić z resztą? Pierogi? Nie. Dawno nie było u nas placków ziemniaczanych a do tarcia nie ma chętnych. Pomyślałam, że można z puree zrobić placuszki do zupy grzybowej, która miała być na obiad. Nawet nie przypuszczałam, że wyjdą takie smaczne.


Składniki:

5-6 średnich ziemniaków
3-4 łyżki dobrego masła
2-3 łyżki dobrej gęstej śmietany
odrobina gałki muszkatołowej
sól
pieprz
1 średnia cebulka
1/4 szklanki drobno posiekanego boczku
1/4 szklanki drobno posiekanej kiełbasy




Przygotowanie:

Ziemniaki ugotowałam w lekko osolonej wodzie. Ugotowane odcedziłam, dodałam do nich masło, śmietanę, gałkę i pieprz. Za pomocą blendera (popularnej żyrafy) zmiksowałam całość na gładką masę. Bardzo drobno posiekałam cebulkę, boczek i kiełbasę. Boczek i kiełbasa były troszkę zamrożone - dzięki temu mogłam je bez trudu pokroić naprawdę drobno. Gdybym pokroiła je grubiej mogłyby mi zatkać tylkę. Puree z ziemniaków wymieszałam z cebulką i boczkiem z kiełbasą. Blaszkę wyłożyłam papierem do pieczenia. Za pomocą rękawa cukierniczego wyciskałam małe babeczki. Piekłam je w 180 st C przez 15 minut.
Smacznego!

Etykiety: , ,